Upijanie się do nieprzytomności i seans ze striptizerką, a zdarza się, że i z prostytutką z agencji - według takiego scenariusza wciąż najczęściej organizowane są wieczory kawalerskie.
Utarło się bowiem przekonanie, że to ostatnia szansa pana młodego, żeby się wyszumieć. To duże niebezpieczeństwo dla związku. Bywa, że przyszli małżonkowie w ferworze zabawy obficie zakrapianej alkoholem zapominają, że to nie tylko zakończenie pewnego etapu życia, ale przede wszystkich początek nowego, a zdrada w przeddzień ślubu może zniszczyć związek.
Janusz i Ania z Krakowa są dwa lata po ślubie. Przez chwilę wydawało się jednak, że do wesela nie dojdzie. Postanowili, że tradycji stanie się zadość: na kilka dni przed ślubem ona urządziła wieczór panieński, a jej chłopak kawalerski. Byli razem od 5 lat. Oboje dobiegali 30, oboje są spod znaku Byka i oboje to humaniści. Ania skończyła polonistykę, pracuje w wydawnictwie. Janusz jest nauczycielem historii.
- Zawsze nas bawiło, że urodziliśmy się w dwudniowym odstępie i tak wiele nas łączy. Czasami do porozumienia wystarczy nam jedno spojrzenie - mówi Ania.
Wieczór panieński Ani był spotkaniem w gronie koleżanek, wyszły do swojej ulubionej kawiarni. Janusz w tym czasie został z kolegami w domu. Podczas zabawy, koleżanka Ani, po kilku kieliszkach wina zdradziła jej, że dowiedziała się od swojego chłopaka, że świadek zamówił w agencji towarzyskiej panią, która ma być ostatnim skokiem w bok Janusza.
- Zmroziło mnie. Ufam Januszowi, ale wyobraziłam sobie, jak jego koledzy kibicują mu, żeby poszedł do łóżka z panią z burdelu. Pomyślałam, że takie rzeczy po alkoholu urastają do sprawy honoru. Wpadłam w panikę. Próbowałam dodzwonić się do mojego chłopaka, ale nie odbierał telefonu. Nie widziałam co mam robić. W końcu pojechałam do mieszkania, stanęłam w drzwiach i powiedziałam, że jeśli nie umieją się zachować, to niech natychmiast opuszczą ten dom. Pamiętam zaskoczenie na ich twarzach, ale chyba zrozumieli, że w tamtym momencie nie było miejsca na dyskusje - wspomina Ania.
Następnego dnia Janusz nie odzywał się do niej. Czuł się skompromitowany przy wszystkich swoich kolegach. Potrzebowali wielu rozmów, żeby poprawiły się relacje miedzy nimi. Świadek twierdził, że nie zamawiał pani z agencji towarzyskiej, ale striptizerkę, która miała tylko zatańczyć i wyjść. Ślub i wesele było jednak zmarnowane, bo koledzy uśmiechali się znacząco, a młodzi siedzieli nadąsani.
- Postąpiłam pochopnie, skompromitowałam siebie i Janusza w oczach naszych znajomych. Na pewno ta historia nie raz była tematem plotek. Może powinnam była policzyć do 10, zanim wparowałam do domu z awanturą. Myślę jednak, że tradycja wieczorów kawalerskich z paniami z burdelu jest poniżająca i ryzykowna - mówi Ania.
Łukasz Szarłat, konsultant ślubny z firmy Perfect Moments w Warszawie twierdzi, że profesjonalna tancerka po wykonanym tańcu powinna bezwzględnie wyjść z mieszkania, czy lokalu. Wtedy jest to tylko show uatrakcyjniające wieczór.
- Moim zdaniem to kwestia zaufania partnerów. Wieczór kawalerski to przecież zabawa, która może odstresować i oderwać na chwilę od przedślubnych przygotowań - mówi Łukasz Szarłat.
Psychoterapeutka Małgorzata Liszyk - Kozłowska zauważa jednak, że alkohol i aplauz znajomych, może spowodować, że zrobimy coś, na co w innej sytuacji byśmy sobie nigdy nie pozwolili. A nawet jeśli do niczego nie dochodzi, to w tej sytuacji wyobraźnia partnera zaczyna pracować intensywnie. Myśli sobie: skoro wynajęto panią, albo pana to towarzystwa, co co on lub ona teraz robią? Zarówno striptizer na wieczorze panieńskim, jak i tancerka erotyczna na kawalerskim mogą naruszać poczucie bezpieczeństwa partnera, spowodować jego nieufność, poczucie zagrożenia, dyskomfort, nadwyrężenie zaufania, a nawet doprowadzić do rozstania.
- Partnerzy powinni porozmawiać o tym, czy chcą, żeby na ich wieczorze kawalerskim, czy panieńskim byli obecni striptizerzy. Jeśli ustalą, że to jednak narusza ich poczucie bezpieczeństwa, warto jasno powiedzieć świadkom i znajomym, że nie chcą takich atrakcji. Pamiętajmy, że kilka dni później będziemy brali ślub, ten dzień jest dużo ważniejszy niż wieczór kawalerski i warto zrobić wszystko, żeby nie zakłóciły go wyrzuty sumienia, niesmak, czy konflikt z partnerem - radzi Małgorzata Liszyk - Kozłowska.
Żeby tej nocy nigdy nie było
Marek obudził się po wieczorze kawalerskim nago. Najpierw zobaczył na podłodze resztki jedzenia i porozrzucane butelki po alkoholu. Przeraził się, kiedy zorientował się, że na łóżku obok niego leży goła striptizerka. Zdał sobie sprawę, że gdyby teraz weszła jego narzeczona to, nie uwierzyłaby słowom: „nie wiem, co tu robi ta kobieta”. Obudził striptizerkę i poprosił, żeby szybko wyszła. Powiedziała na koniec, żeby się nie martwił, bo wszystko jest już opłacone. Na drugiej kanapie spał jego kolega.
Marek dobiega 40, skończył filozofię, prowadzi niewielką firmę producencką. Jego żona - Monika, ma 35 lat, pracuje w firmie rekrutacyjnej. Mieszkają w Warszawie. Są ze sobą od ponad 10 lat. Zrozumieli, że dojrzeli do małżeństwa, kiedy u Moniki podejrzewano raka piersi. Guzek okazał się niegroźny, ale wtedy uświadomili sobie, że bez siebie nie chcą już żyć. Planując ślub, oboje stwierdzili, że panieńskie i kawalerskie wieczory są żenujące i kiczowate. Postanowili oszczędzić sobie doświadczeń typu: różowe penisy w torcie i striptizerki, które obłapiają pijani koledzy.
- Kumple dopytywali jednak o kawalerską wódkę, więc zaprosiłem ich do domu. Monika specjalnie wyszła w ten wieczór ze znajomymi do klubu. Była konsekwentna, na żadne panieńskie nie dała się namówić. Naprawdę nie wiedziałem, że moi koledzy szykują mi niespodziankę. Byliśmy już nieźle pijani, kiedy do mieszkania weszła nawet ładna, drobna brunetka. Nie wiem skąd ją wzięli, wydaje mi się, że po prostu z agencji towarzyskiej. Pamiętam, że tańczyła. Potem chłopaki dopłacili jej, żeby została. Zaczęła się z nami bawić. Nic więcej nie pamiętam, bo urwał mi się film - mówi Marek.
Marek nie wie do dziś, czy zdradził swoją dziewczynę. Pytał kolegę, który u niego nocował, czy coś widział, ale on twierdzi, że zasnął chwilę po striptizie. Marek chciałby wierzyć, że do niczego nie doszło między nim, a kobietą z agencji. Przez te wszystkie lata udało mu się dochować wierności swojej dziewczynie.
- Mam atrakcyjną, mądrą żonę. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, kiedy przez chwilę myślałem, że mogę ją stracić, obudziłem się z prostytutką w łóżku. Czułem się oblepiony błotem, miałem wstręt do siebie samego i żal moim kolegów. Wszyscy byliśmy pijani, ale oni wyszli o własnych siłach. Zaprosili tę panią, więc mogli ją ze sobą zabrać. Musiałem iść do urologa, żeby upewnić się, że nie zarażę mojej przyszłej wtedy żony jakąś chorobą. Zrobiłem testy na HIV. Upokorzenie było ogromne. Chciałbym o tym zapomnieć - mówi Marek.
Na ślubie coś jednak wisiało w powietrzu. Pan młody nie rozmawiał z swoim świadkiem, najbliższym przyjacielem. Dzisiaj dwa lata po weselu spotykają się, ale nie udało im się odbudować relacji, jakie mieli przed feralnym wieczorem kawalerskim. Nigdy nie rozmawiali o tym, co wtedy się stało i czyim pomysłem było zaproszenie prostytutki. Kiedy jednak Marek patrzy na przyjaciela przed oczami staje mu impreza, o której chciałby zapomnieć. Wiele by poświęcił, żeby nigdy się nie wydarzyła. I nie opuszcza go lęk, że kolega, który została w jego mieszkaniu w tę feralną noc, komuś jednak powiedział, że Marek spał z panią do towarzystwa, że jego żona wszystkiego się dowie i nie będzie potrafiła mu tego wybaczyć.
Tak jak nie potrafiła wybaczyć dziewczyna Łukasza. Koledzy w prezencie i dla żartu, wykupili mu jedną noc z prostytutką. Łukasz zapewnia, że tylko wszedł do pokoju, bo nie miał innego wyjścia. Był pijany, nie zmarnować zabawy. Twierdzi, że nie uprawiał seksu z prostytutką, ale chwilę pogadał i wyszedł. Nie wie skąd Anita dowiedziała się wszystkiego, ale nie uwierzyła mu. Do ślubu nie doszło. Jego rodzice do dziś nie mogą mu tego wybaczyć. Z Anitą nie ma kontaktu, chociaż minął już rok i starał się z nią umówić, żeby jeszcze raz wszystko wyjaśnić. Byli razem 6 lat. Poznali się w dużej kancelarii prawnej, gdzie wtedy razem pracowali. Najładniejsza dziewczyna w firmie, wielu chciało ją poderwać, a ona wybrała jego, chociaż jak sam o sobie mówi, Adonisem nie jest, ale niskim okularnikiem.
- Na początku związku pogubiłem się, zostawiłem Anitę i wróciłem do swojej byłej dziewczyny. Wtedy dopiero zrozumiałem, że już nic nie czuję, do swojej poprzedniej dziewczyny. Nie mogłem jednak zapomnieć o Anicie, ale ona poczuła się zdradzona, straciła do mnie zaufanie. Potrzebowaliśmy czasu, żeby je odbudować. Wtedy udało się, tym razem nie wybaczyła. Tęsknię do niej - mówi Łukasz.
Nie tylko striptizerki
I chociaż wieczór kawalerski to wciąż dość żywa tradycja, to nie koniecznie trzeba spędzić go w towarzystwie pijanych kolegów i rozebranej striptizerki. Nie zawsze muszą zostać po nim wyrzuty sumienia i niesmak. Na rynku istnieje wiele wyspecjalizowanych firm i doradców ślubnych, którzy opracują scenariusz pożegnania kawalerskiego stanu z klasą i pomysłem. Łukasz Szarłat podpowiada wynajęcie gokartów, nurkowanie, zabawy na strzelnicy, zawody paintballowe - wiele zależy od zasobności portfela świadka, czy pana młodego. Jeśli na wieczór kawalerski przewidziane są większe nakłady, można zamówić limuzynę, która zanim dowiezie do ulubionego klubu będzie jeździła po mieście, a w środku będą drinki i ulubiona muzyka. Kiedy czasu na to pozwala to warto wybrać całą paczą w Tatry, albo za granicę. Zorganizowany z pomysłem wieczór kawalerski może dostarczyć więcej wrażeń, niż upijanie się do nieprzytomności w towarzystwie striptizerek i pań z agencji towarzyskich.
onet.pl